80. rocznica pierwszego transportu
do KL Auschwitz

„Śmiało można powiedzieć, że ludzi niosących pomoc więźniom były tysiące. Znajdowali się wokół wszystkich ponad 40 podobozów tworzących kompleks KL Auschwitz i wokół tras „Marszu Śmierci”. (…) Żywili więźniów, leczyli, organizowali i podtrzymywali nielegalną korespondencję z domem, a wszystko to odbywało się pod bokiem SS-manów i obozowego Gestapo. Wielu przypłaciło ten akt miłosierdzia życiem własnym, a niekiedy całej rodziny”.

– August Kowalczyk „Refren kolczastego drutu. Trylogia prawdziwa”

728 Polaków

Znaczenie 14 czerwca 1940 roku dla mieszkańców ziemi oświęcimskiej

14 czerwca 1940 r. Niemcy przywieźli do Oświęcimia pierwszy transport 728 polskich więźniów z Tarnowa. Datę tę przyjmuje się jako datę uruchomienia niemieckiego KL Auschwitz.

Niedługo później niemieccy okupanci wypędzili Polaków z ich domów. Byli to mieszkańcy Brzezinki, Harmęż, Pław, Boru, Rajska, Klucznikowic, Babic, Broszkowic oraz dzielnicy Oświęcimia – Zasole. Powstał niemiecki obóz zagłady Auschwitz oraz jego zaplecze gospodarcze i przemysłowe.

Kilkuletnie funkcjonowanie obozu zaciążyło w sposób szczególny nie tylko na życiu ludzi mieszkających w sąsiedztwie KL Auschwitz, ale także na mieście, mającym przecież piękną, wielowiekową kartę historii.

Losy więźniów i działalność obozowych oprawców zostały dość dobrze udokumentowane – tak w przestrzeni naukowej jak i medialnej. Natomiast ogromna pomoc niesiona więźniom, często z narażeniem życia i życia najbliższych, przez mieszkańców okolicznych miejscowości oraz trudy ich codziennej egzystencji podczas niemieckiej okupacji i w cieniu kolczastego drutu, nie znalazły do tej pory odpowiedniego upamiętnienia. Dość wspomnieć, że dopiero 22 kwietnia 2001 roku, w 60. rocznicę wydarzeń, przed Bramą Śmierci byłego KL Auschwitz II-Birkenau zostały odsłonięte dwie tablice (z napisami w j. polskim i angielskim) poświęcone wysiedlonym Polakom.

Tak. Jest publikacja pod redakcją Henryka Świebockiego pt. „Ludzie dobrej woli” poświęcona pomagającym i pomocowości. Ale mimo wielkiego wysiłku i ogromu pracy włożonych w tę książkę przez autora i jego współpracowników, nie było możliwe uwzględnienie w niej wszystkich mieszkańców w różnoraki sposób pomagających więźniom.

Jak wynika ze spotkań i rozmów pracowników Muzeum Pamięci ze świadkami historii, wielu jeszcze bohaterów nadal czeka na upamiętnienie. Dziś, po tylu latach od zakończenia wojny, to nieustanny wyścig z czasem. Jakże często można bowiem usłyszeć: „Dlaczego pytacie dopiero teraz? Czemu nie wcześniej, gdy świadkowie jeszcze żyli?”

Ale nie jest też tak, że, mimo upływu czasu, bieżące działania Muzeum Pamięci ukierunkowane na zbieranie świadectw i dokumentowanie życia w czasie niemieckiej okupacji i terroru są skazane na porażkę. Wielu świadków tragicznych wydarzeń z czasu okupacji jeszcze żyje i chętnie dzieli się swoimi przeżyciami, historiami, których byli uczestnikami.

W materiałach przedstawionych powyżej opowiadają o tym, co widzieli na własne oczy. Bowiem wydarzenia z 14 czerwca 1940 roku miały swój tragiczny ciąg dalszy również dla mieszkańców ziemi oświęcimskiej. Opowiadają, jak wyglądały wypędzenia i wysiedlenia, jak żyli na co dzień w terrorze pod niemiecką okupacją. Wspominają też, jak sami pomagali więźniom KL Auschwitz.